sobota, 22 marca 2014

Siedemnaście

Maja
Kiedy Bartek poszedł po świętować z resztą reprezentacji ja poszłam wziąć kąpiel po ciężkim dniu. Przebrałam się w piżamę a następnie wyszłam na balkon, który był w pokoju. Widok był niesamowity. Stałam tak patrząc na to co dzieję się na zewnątrz kiedy poczułam czyjąś dłonie oplatające mnie od tyłu. Wtuliłam się w Bartka jeszcze bardziej nic się nie odzywając.
- Masz szczęście, że noc jest ciepła bo już byś tu nie stała - zaśmiał się całując mnie w głowę.
- A to dlaczego? - zapytałam.
- Jesteś w ciąży i nie możesz się rozchorować bo to niewskazane.
- Dziękuję - powiedziałam odwracając się do niego przodem.
- Za co?
- Za to, że jesteś i za to, że mi wybaczyłeś.
- Nie mogłem inaczej postąpić przecież wiesz jak bardzo was kocham, nie mógłbym bez was wytrzymać.
- My Ciebie też.
- Maja, a który to miesiąc? - zapytał kładąc swoją dłoń na moim brzuchu.
- Początek trzeciego - odpowiedziałam kładąc swoją dłoń na jego.
- Tak bardzo się cieszę.
- Ja też. A Bartek jutro wracacie do Polski?
- Tak reszta wraca ale ja nie - powiedział z uśmiechem.
- Ale jak to?
- Przecież ktoś musi Ci pomóc spakować wszystkie wasze rzeczy do Polski i dlatego poprosiłem trenera o zgodę abym mógł zostać.
- Dziękuję ale powinieneś wracać razem z resztą przecież będziecie mieć powitanie.
- Dadzą sobie radę beze mnie - stwierdził - a ja nie pozwolę, żebyś dźwigała te wszystkie wasze walizki do samolotu.
- Ty naprawdę zawsze stawiasz na swoim - zaśmiałam się.
- Zawsze a teraz chodźmy spać przyda nam się odpoczynek.
Położyliśmy się z Bartkiem na łóżku. Ja po jednej stronie a siatkarz po drugiej tak aby nasz syn spał w środku. Zasnęłam jako najszczęśliwsza kobieta na świecie.

Bartek
21 lipca 2014r
Jestem najszczęśliwszym mężczyzną na świecie. Mam koło siebie kobietę mojego życia, cudownego syna i kolejne dziecko w drodze. Czego można chcieć więcej? Niczego, no może jednego - domu na obrzeżach Rzeszowa, który już jest w trakcie prac wykończeniowych ale na razie nic nie powiem o nim Mai. To będzie niespodzianka. Do póki nie skończy się sezon reprezentacyjny zamieszamy we trójkę w moim mieszkaniu we Wrocławiu. Rano obudził mnie nie kto inny jak Mały. Jak najciszej jak tylko się dało ubrałem się a potem pomogłem w tym samym synowi. Nie budząc Majki wyszliśmy z pokoju. Zeszliśmy do holu gdzie była już cała reprezentacja, która zbierała się na lotnisko. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi a następnie ruszyłem z dzieckiem z powrotem do naszego pokoju.

Maja
Kiedy się obudziłam spostrzegłam, że nie ma koło mnie ani Oskara ani Bartek. Pewnie poszli pożegnać się z resztą - pomyślałam. Ubrałam się, spięłam włosy a następnie wziśłam się za pakowanie reszty naszych rzeczy do walizki. 

Po chwili do pokoju weszli najważniejsi panowie w moim życiu. Przywitałam się z nim a następnie całą trójką zeszliśmy na śniadanie. Po śniadaniu wróciliśmy po nasze rzeczy aby potem ruszyć w drogę powrotną do Maceraty. Bartek stwierdził, że to on poprowadzi dlatego też w trakcie jazdy mogłam trochę odpocząć ponieważ od rana źle się czułam. 
- Bartek a gdzie my będziemy mieszkać? - zapytałam.
- Do póki nie skończy się sezon reprezentacyjny będziemy mieszkać w moim mieszkaniu we Wrocławiu a jak zacznie się PlusLiga to przeprowadzimy się do Rzeszowa - odpowiedział z uśmiechem.
- Myślisz, że to dobry pomysł?
- Jasne, że tak. Chcę mieć was przy sobie o każdej porze dnia i nocy i nie przyjmuję sprzeciwu.
- Będę musiała znaleźć jakąś pracę.
- O nie, nie moja droga jesteś w ciąży i nie będziesz się przemęczać.
- Ale ja nie potrafię nic nie robić. 
- Jak urodzisz to wtedy pomyślimy nad jakimś zajęciem dla ciebie.
- Jesteś niemożliwy.
- Ja po prostu się martwię i dbam o moją ciężarną ukochaną - powiedział a ja zaczęłam się śmiać.
Po około pięciu godzinach drogi dotarliśmy po dom cioci Joli. Przywitaliśmy się z nią a następnie wszyscy zjedliśmy przygotowany przez nią obiad. Po skończonym posiłku Oskar poszedł się pobawić do ogrodu a ja z Bartkiem i ciocią usiedliśmy na tarasie.
- Ciociu bo my musimy Ci coś powiedzieć - zaczęłam - wracamy z Oskarem do Polski. 
- Maju przecież wiesz, że twoje szczęście jest dla mnie najważniejsze - powiedziała przytulając  mnie - gdzie będziecie mieszkać?
- Podpisałem kontrakt z Rzeszowem i chcę aby Maja i Mały zamieszkali tam ze mną - oznajmił Kurek.
- Cieszę się, że wreszcie będziecie szczęśliwi.
- Ciociu a może ty też powinnaś pomyśleć nad powrotem do Polski - stwierdziłam.
- Sama już nie wiem, za nim tu przyjechałaś myślałam nad tym a teraz to już przyzwyczaiłam się do tego miasta.
- Uważam, że powinnaś o tym pomyśleć.
- Nie rozmawiajmy o mnie, lepiej wy powiedźcie kiedy wyjeżdżacie? - zapytała ciocia.
- Za dwa dni - odpowiedział Bartek.
- A ciociu mam dla ciebie niespodziankę - zaczęłam - stwierdziłam, że zostawię Ci mój samochód żebyś wreszcie przestała jeździć taksówkami - zaśmiałam się.
- To miło z twojej strony i bardzo Ci dziękuję - pocałowała mój policzek.
Następnego dnia rano kiedy się ubrałam poszłam przygotować dla wszystkich śniadanie. Po posiłku ja i Bartek zaczęliśmy pakować wszystkie rzeczy moje i Oskara. Na szczęście nie było tego aż tak dużo jakby mogło się wydawać. Dzień zleciał bardzo szybko a ja myślałam już tylko o tym jak dalej będzie wyglądało nasz wspólne życie.
23 lipca już o godzinie 12:00 zjawiliśmy się na lotnisku, na które przywiozła nas ciocia. Obiecałyśmy sobie z ciocią, że będziemy często do siebie dzwonić i rozmawiać przez skaypa. Ciocia obiecała, że jeżeli będzie to możliwe to postara się przylecieć do polski jeszcze tej jesieni. Co jak co ale przez te cztery lata bardzo się ze sobą zżyłyśmy a ciocia stała się dla mnie drugą matką. Po pożegnaniu wsiedliśmy z Bartkiem i Oskarem do samolotu. Już po trzech godzinach wylądowaliśmy na wrocławskim lotnisku, z którego udaliśmy się prosto do mieszkania siatkarza. Stwierdziliśmy, że najlepiej będzie jak najpierw rozpakujemy wszystkie rzeczy w mieszkaniu Bartka a dopiero potem pojedziemy do moich rodziców zrobić im niespodziankę z tego, ze wróciliśmy. Po tym jak rozpakowaliśmy wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy pojechaliśmy autem Kurka do mojego rodzinnego domu. Zadzwoniłam dzwonkiem a po chwili drzwi otworzyła mi mama.
- Jejku co wy tu robicie? - zapytała przytulając mnie, Oskara i Bartka - czemu nie zadzwoniłaś powiedzieć, że przyjeżdżacie? A w ogóle to gdzie macie walizki?
- Mamo spokojnie zaraz Ci wszystko wyjaśnimy.
Weszliśmy do salonu, w którym siedział mój tata.
- Ale niespodzianka - powiedział witając się z nami.
- No dobrze ale teraz mów o co chodzi - ponaglała mnie mama.
- Bo chodzi o to, że ja i Oskar zostajemy w Polsce - powiedziałam przytulając się do Kurka.
- Ale jak to? - zapytał tata.
- Póki co Maja i Mały zamieszkają ze mną w moim mieszkaniu tutaj we Wrocławiu a jak zacznie się sezon klubowy to przeprowadzimy się do Rzeszowa - oznajmił mój chłopak.
- Cieszymy się, że jesteście szczęśliwi i będziemy was wspierać - oznajmili moi rodzice.
Po dwóch godzinach wróciliśmy całą trójką do naszego mieszkania. Mówię naszego bo Bartek stwierdził, że wszystko co należy do niego należy też do mnie i do Oskara.

Oddaję w Wasze ręce kolejny już 17 rozdział te historii. Zachęcam Was do komentowania.
Na kolejny zapraszam w sobotę :)
Pozdrawiam Klara :*

P.S Zapraszam także na mój nowy projekt, który wystartuje zaraz po zakończeniu tego bloga.
"Jedna chwila wywraca świat o 180 stopni..."

sobota, 15 marca 2014

Szesnaście

Maja
Po długich namowach rodziców i cioci postanowiłam pojechać z Oskarem na turniej finałowy aby powiedzieć Kurkowi o tym, że spodziewam się jego dziecka. Powiem mu to nawet jeżeli miałabym zostać sama z dwójką dzieci. Po prostu chcę żeby to wiedział. Postanowiłam, że razem z Oskarem pojawimy się na mecz 19 lipca czyli półfinale z Brazylią. Nie odważyłam się założyć koszulki z numerem 6. Dlatego postawiłam na zastaw w barwach narodowych. 

Po prośbach Oskara, który nalegał aby ubrać koszulkę z napisem Kurek zgodziłam się. W hali panowała świetna atmosfera a na trybunach było mnóstwo biało-czerwonych szalików kibiców, którzy przyjechali dopingować swoich ulubieńców. Po dwu i pół godzinnym boju z Canarinios Polacy wygrali półfinał. Po skończonym meczu podeszłam z Małym do barierek. Kiedy chłopiec zobaczył Bartka pobiegł w jego stronę z krzykiem:
- Tataaaa!!!

Bartek
Wziąłem Oskara na ręce mocno go do siebie przytulając. Tak bardzo brakowało mi go przez te kilka tygodni. Nie postrzegam go już jako syna Mai ale jako syna mojego i Mai. Razem z synem podszedłem do stojącej przy barierkach dziewczyny.
- Cześć - powiedziała niepewnie.
- Hej.
- Przepraszam za Oskara ale nim się zorientowałam był już koło ciebie - oznajmiła z nikłym uśmiechem.
- Nic się nie stało - uśmiechnąłem się - Maja ja dużo myślałem i chcę Ci coś powiedzieć.
- Ja tobie też. Ale jeśli stwierdzisz, że nie ma żadnych szans dla nas nie będę nalegać.
- Posłuchaj mnie kocham Ciebie i Oskara. Jesteście dla mnie najważniejsi - powiedziałem stawiając syna na parkiecie.
- Bartek ja nie wiem co mam Ci powiedzieć.
- Chcę być przy was i chcę abyście wrócili ze mną do Polski na stałe.
- Ale jak to do Polski?
- Podpisałem kontrakt ze Asseco Resovią. Chcę abyście zamieszkali ze mną w Rzeszowie. Znajdziemy Ci pracę i wszystko się ułoży - stwierdziłem przytulając Majkę.
- Ja też muszę Ci coś powiedzieć - zaczęła - Bartek ja... jestem w ciąży.

Maja
Stał i patrzył na mnie przez chwilę aby w końcu wziąć mnie na ręce i zaczął ściskać.
- Kochanie nawet nie wiesz jak się cieszę - powiedział i namiętnie mnie pocałował.
- Kocham Cię.
- No to teraz nie masz już wyjścia wracasz ze mną do Polski - zaśmiał się całując mnie w policzek.
- No chyba nie mam wyjścia - stwierdziłam śmiejąc się - Bartek a co twoi rodzice na to?
- To dzięki nim zrozumiałem, że nie mogę was zostawić - powiedział - dobra a teraz koniec marudzenie, muszę was przedstawić chłopakom - oznajmił  biorąc Oskara na ręce i ciągnąc nas w kierunku naszej reprezentacji.
- Panowie muszę wam kogoś przedstawić! - oznajmił a wszystkie oczy skierowały się ku nam.
- To jest Maja moja dziewczyna, a to jest nasz cudowny synek, Oskar - przedstawił nas.
- Miło mi was poznać - powiedziałam z uśmiechem.
- Hej Maja - przytulił mnie nie kto inny jak Kuba Jarosz ( no tak przecież poznaliśmy się kiedy Bartek i Kuba grali razem w Zaksie).
- Cześć, miło Cię znowu widzieć - odwzajemniłam uścisk.
- A panowie jest jeszcze ktoś - powiedział i położył swoją dłoń na moim brzuchu - za kilka miesięcy zostanę tatą po raz drugi! 
No i zaczęło się, gratulacje, uściski, gadanie jak to fajnie było poznać wreszcie wybrankę i syna Kurka. Poznałam wszystkich siatkarzy a także sztab. Zawodnicy stwierdzili, że na MŚ we wrześniu poznają mnie ze swoimi partnerkami abym się sama nie nudziła. Oskar oczywiście zyskał nowych wujków, którzy zgodnie stwierdzili, że syn Kurka to nie ma wyjścia musi być siatkarzem. 
Po około 22 wróciłam z synkiem do naszego hotelu. Kiedy Mały zasnął wzięłam kąpiel a potem zadzwoniłam do cioci i rodziców aby opowiedzieć o wszystkim co się wydarzyło. Wszyscy zaczęli się cieszyć moim szczęściem i mówiąc, że teraz to już się wszystko ułoży. Stwierdziłam, że na razie nie powiem im o moich planach co do przeprowadzki do Rzeszowa ponieważ muszę jeszcze wszystko ustalić z Bartkiem. Po skończonych rozmowach położyłam się obok Małego i od razu zasnęłam.
Rano obudziła mnie dzwoniąca komórka. Kiedy na jej wyświetlaczu zobaczyłam twarz Kurka od razu odebrałam.
- Cześć Bartek - powiedziałam lekko zaspana.
- Hej skarbie, mam nadzieję, że was nie obudziłem.
- No w zasadzie to tak.
- Przepraszam ale myślałem, że o takiej porze to już nie śpicie.
- To, która jest godzina - zapytałam.
- Dokładnie 10:35 - zaśmiał się.
- Co!!!
- Spokojnie kochanie przecież na mecz zdążycie - powiedział cały czas się śmiejąc.
- No wiem, ale teraz już kończę bo w planach mamy z Oskarem zakupy - oznajmiłam.
- Kocham Cie i ucałuj go ode mnie.
Po tym jak skończyłam rozmawiać z Bartkiem poszłam wziąć prysznic. Ubrałam się, umalowałam i spięłam włosy a kiedy wróciłam Oskarek już nie spała. Pomogłam mu się ubrać a potem oboje zeszliśmy do hotelowej restauracji na śniadanie. Po skończonym posiłku wróciliśmy do pokoju zabrać aparat i moją torebkę aby potem udać się na zakupy i zwiedzanie Rzymu. Chodziliśmy po sklepach jakieś dwie godziny a potem zwiedzaliśmy najciekawsze miejsca stolicy Włoch. Około 16 wróciliśmy do hotelu aby przygotować się na mecz. Przebrałam syna w strój w biało-czerwonych barwach a następnie sama również przyodziałam ubrania w takich kolorach. Zadzwoniłam po taksówkę, która zawiozła nas na halę, w której miał odbyć się mecz. O równiej 18 usłyszeliśmy pierwszy gwizdek sędziego. Na trybunach było wielu kibiców biało-czerwonych oraz reprezentacji Rosji. Cały mecz niestety nie skończył się po myśli Polaków, którzy przegrali go dopiero po taibreaku. Na twarzach podopiecznych Antigi malował się smutek pomieszany ze szczęściem no bo kto by pomyślał, że debiutujący trener poprowadzi Polskę do srebrnego medalu LŚ. Po dekoracji podeszłam z Oskarem do barierek gdzie stał Bartek i reszta naszych zawodników.
- I tak byliście lepsi - powiedziałam przytulając Kurka.
- Dziękuję - powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Wiecie co ja wam coś powiem - zaczął Igła - we wrześniu się na nich odegramy i to tak, że popamiętają nas do końca życia - mówił z uśmiechem.
- W takim razie trzymam cię Krzysiu za słowo - wtrącił Winiarski.
- Dobra panowie koniec mówienia co zrobicie, teraz zbieramy się i wracamy wszyscy do hotelu, bo nie wiem jak wy ale ja uważam, że należy nam się małe świętowanie - zarządził trener Antiga - Maja mam nadzieję, że ty również poświętujesz z nami?
- Niestety nie mogę, Oskar już prawie zasypia na stojąco musimy wracać do hotelu - stwierdziłam.
- Ale to żaden problem, jedź po rzeczy do swojego hotelu a potem przyjeżdżaj do nas - zaproponował Bartek.
- Ale... nie chcę przeszkadzać.
- Nie będziecie przeszkadzać i nie daj się prosić - nalegał Bartek.
- No dobrze w takim razie my się zbieramy i widzimy się za godzinę - powiedziałam biorąc syna za rękę. 
- Mamo a mogę zostać z tatą? - zapytał.
- Pewnie, że możesz - wyskoczył Kurek nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
Złapałam taksówkę, która zawiozła mnie do hotelu, w którym mieszkaliśmy z Oskarem. Spakowałam wszystkie nasze rzeczy, których na szczęście nie było dużo bo przecież mieliśmy być tu tylko 3 dni. Zabrałam wszystkie rzeczy a następnie ruszyłam do recepcji oddać klucz do pokoju i podziękować za pobyt. Następnie wsiadłam w samochód i dotarłam do hotelu chłopaków. Kiedy weszłam do holu czekał tam na mnie mój chłopak, który jak się okazało zapłacił za pokój. Zabrał moja torbę prowadząc mnie w stronę pokoju.
- A gdzie zostawiłeś Oskara? - zapytałam.
- Mały zasną i jest już w pokoju - odpowiedział.
- Mówiłam, że jest śpiący.
- Zasną już w trakcie jazdy - powiedział i otworzył przede mną drzwi pokoju.
- Ładnie tu - stwierdziłam widząc pokój.
- Przynajmniej się wyśpicie, a teraz pozwól, że się na chwilę ulotnię - powiedział składając pocałunek na moich ustach.
- Jasne, ze idź w końcu należy wam się świętowanie, damy sobie radę.
- Dziękuję - powiedział i wyszedł z pokoju.

I jak Wam się podoba? Maja i Bartek znowu są razem cieszycie się? Ja bardzo :D 
Na kolejny zapraszam w sobotę!
Pozdrawiam, Klara :*

sobota, 8 marca 2014

Piętnaście

Maja
- Bartek posłuchaj daj mi wszystko wyjaśnić - błagałam.
- Co się tu dzieję? - zapytała mama i ciocia wchodząc na taras.
- Mamo zabierzcie gdzieś Oskara i zostawicie nas samych.
- No dobrze - odpowiedziała Jola i wyszła razem z moimi rodzicami i Małym.
- Bartek posłuchaj wtedy jak przyszłam do Ciebie i powiedziałam, że nie możemy być razem ja nie wiedziałam, że jestem w ciąży - zaczęłam.
- To dlaczego wyjechałaś?!
- Dzień przed tym ja... zostałam zgwałcona - powiedziałam a po moich policzkach spłynął kolejny strumień łez - ja nie chciałam żyć rozumiesz, bałam się Ci to powiedzieć, zdecydowałam, że najlepiej będzie jak wyjadę i nigdy więcej się nie spotkamy. Cierpiałam nie tylko z tego co się stało ale także z tego, że Cię tracę. Kiedy przyjechałam tutaj chciałam jak najszybciej o tym zapomnieć. Jakieś dwa miesiące później zemdlałam, ciocia wezwała karetkę, która zabrała mnie do szpitala a tam okazało się, że jestem w ciąży. Byłam załamana myślałam, że to dziecko tego idioty, który mnie zgwałcił jednak potem okazało się, że to 3 miesiąc, wtedy zdałam sobie sprawę co ja zrobiłam wyjeżdżając. Chciałam zadzwonić powiedzieć Ci o wszystkim ale wiedziałam, że ty masz prawo do szczęścia z kimś innym. Byłeś młodym siatkarzem, który dopiero zaczynał swoją karierę a ja nawet nie miałam skończonych studiów. W końcu kiedy byłam w 6 miesiącu ciąży będą u rodziców stwierdziłam, że powiem Ci prawdę. Pojechałam do twojego mieszkania a tam otworzyła mi jakaś blondynka, która oznajmiła, że jest twoją dziewczyną. Uznałam, że nie zamierzam po raz kolejny mieszać w twoim życiu. Wróciłam do Włoch, urodziłam Oskara a potem okazało się, że będziesz grał w Lube. Na początku pomyślałam, że Bóg zesłał Cię tu abym naprawiła to co zepsułam kilka lat temu ale to wszystko nie było takie proste. Kiedy Cię zobaczyłam tutaj na lotnisku wszystko wróciło, wspomnienia, wspólne chwile a przede wszystkim uczucia. Nie chciałam psuć tego co było między nami a po tym co wydarzyło się w sylwestra wiedziałam, że jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie - zakończyłam.
- Ale to nie dawało Ci prawa do tego aby nie powiedzieć mi, że mam syna - stwierdził a po jego policzkach spłynęły łzy - na pewno bym Cię nie zostawił, przecież wiesz jak bardzo Cię kochałem i kocham nadal.
- Przepraszam, gdym mogła cofnąć czas.
- Ale nie możesz - powiedział wstając i kierując się do wyjścia.
- Bartek! - krzyknęłam za nim kiedy wsiadał do samochodu.
- Ja muszę wszytko przemyśleć - oznajmił i odjechał.
Odjechał tak po prostu odjechał. Ale czego ja się mogłam spodziewać? Przecież przez 4 lata ukrywałam, że ma syna. Nie mogłam się łudzić, że powie "Tak się cieszę, że mamy takiego cudownego syna" i wszystko będzie jak dawniej. W tej chwili nie chciałam niczego. Poszłam do sypialni i tak po prostu zaczęłam się wypłakiwać w poduszkę. Straciłam najważniejszą osobę w moim życiu oczywiście zaraz po Oskarku. Nie wiedziałam czy jeszcze kiedykolwiek będzie nam dane być razem. Przez kolejny dni nie wychodziłam z sypialni. Za każdym razem kiedy moja komórka się "odzywała" łudziłam się, że to Bartek jednak zawsze się myliłam. Nie dzwonił, nie pisał zero jakiejkolwiek wiadomości. Ale czego mogłam się spodziewać? Wiedziałam jedno Kurek wyjechała z Maceraty do Polski na zgrupowane reprezentacji przed turniejem kwalifikacyjnym do ME i Ligą Światową. Oskar niby czteroletnie dziecko a rozumiała więcej niż można było się spodziewać. Każdego dnia pytał kiedy przyjedzie "tatuś" a ja nie potrafiłam odpowiedzieć czy nawet kiedykolwiek go jeszcze zobaczy. Tak minęły dwa miesiące. Jedyne co wiedziałam o Bartku to tyle co z telewizji i gazet. Polska uzyskała awans na przyszłoroczne ME i wygrała grupę LŚ tym samym zapewniając sobie awans do Final Six, który miał odbyć się w Rzymie. 
Siedziałam z ciocią w ogrodzie kiedy nagle zakręciło mi się w głowie.
- Maja co jest? - zapytała przerażona ciocia.
- Nic już wszystko dobrze, to tylko lekki zawrót głowy - opowiedziałam. Nie dałam po sobie znać, ale trochę się przestraszyłam ponieważ w ostatnich dniach takie zawroty były regularne.
- Może powinnaś pójść do lekarza - stwierdziła Jola.
- Nie to nic takiego.
- Nie Maju. Jutro z samego rana idziesz do lekarza i bez dyskusji bo zawiadomię twoich rodziców - zagroziła.
- Dobrze ale nie mów nic rodzicom nie chcę żeby się martwili.
Następnego dnia z samego rana ubrałam się, umalowałam i uczesana pojechałam do lekarza. Kiedy pielęgniarka wyczytała moje nazwisko weszłam do gabinetu. Lekarka wypytała mnie o to co mi dolega i z dziwnym uśmiechem wysłała mnie do gabinetu numer 45. Podążyłam pod wskazany adres. Nie patrząc nawet na tabliczkę weszłam do środka. Przywitała mnie młoda lekarka, która już wiedziała co mi dolega od poprzedniej pani doktor. Zbadała mnie a następnie oznajmiła ( po włosku ).
- Gratuluję będzie pani mamą - powiedziała a mnie nad zwyczajniej w świecie zamurowało.
- Jak to? 
- Jest pani w 10 tygodniu ciąży.
- Ale ja niczego nie podejrzewałam.
- Czasem tak bywa, że niektóre kobiety w ciąży mają pewne objawy dopiero w 3 miesiącu - stwierdziła.
Wyszłam z gabinetu podążając od razu na parking gdzie zaparkowany był mój samochód. Kiedy usiadłam w aucie wreszcie mogłam dać upust swoim emocjom. Łzy zaczęły lecieć z moich oczu a ręka powędrowała na brzuch. Jednego byłam teraz pewna nie popełnię po raz drugi tego samego błędu. Wiedziałam, że muszę powiedzieć Bartkowi, że spodziewam się naszego dziecka. Po powrocie do domu powiedziałam cioci o tym, że po raz kolejny zostanę mamą. Cieszyła się z tego nie mniej niż ja, Oskar również ucieszył się, że będzie miał malutkie rodzeństwo, z którym będzie mógł się bawić. 

Bartek
Od ponad 2 miesięcy nie widziałem Mai i Oskara. Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej uświadamiam sobie jak bardzo mi ich brakuje i tego jak bardzo są dla mnie ważni. Mimo iż Majka okłamywała mnie prze te wszystkie lata nie potrafię być na nią wściekły. Mam tylko lekki żal, bo gdyby mi powiedziała od razu mógłbym być przy niej kiedy była w ciąży i kiedy Oskar dorastał. Nadal kocham ją i Małego. Nie wiem jak długo wytrzymam tę rozłąkę z nim ale przy pierwszej lepszej okazji zamierzam z nią jeszcze raz szczerze porozmawiać.

I jak Wam się podoba?
Już się wszystko wyjaśniło.
W kolejnych dowiemy się jak Bartek przyjmie wiadomość, że będzie tatą.
Czekam na Wasze komentarze i opinię :)
Do usłyszenia za tydzień :D
Pozdrawiam, Klara :*
Dziękuję za ponad 22000 wyświetleń!

sobota, 1 marca 2014

Czternaście

Maja
Usiadłam przy stole a siatkarz poszedł do kuchni. Po chwili wrócił z kolacją, którą okazało się pesto z czerwonym winem. Zjedliśmy posiłek a potem wznieśliśmy toast jak to Bartek określił " Za lepszą przyszłość". 
- Zatańczymy? - zapytał.
- Jasne - powiedziałam i podałam przyjmującemu swoją dłoń.
Z głośników popłynęła melodia zespołu Aerosmith "I Don't Wanna Miss a Thing". Kołysaliśmy się w rytm muzyki a ja wiedziałam, że jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. Bartek złączył nasze usta w delikatnym pocałunku, który po chwili przerodził się w bardziej namiętny. Zaczęliśmy kierować się w stronę sypialni aby po chwili znaleźć się w niej i dać upust naszym uczuciom.
Obudziłam się wtulona w Bartka, który jeszcze smacznie spał z uśmiechem na twarzy obejmując mnie ramieniem. Po chwili obudził się siatkarz.
- Cześć księżniczko - przywitał się całując mnie w usta.
- Hej.
- Jak się spało? - zapytał.
- Świetnie - opowiedziałam z uśmiechem.
- Maja bo ja mam coś dla Ciebie.
- Tak? A co?
- Miałem dać Ci to wczoraj ale z tego wszystkiego to zapomniałem - powiedział wręczając mi małą torebkę prezentową. Kiedy ją otworzyłam zobaczyłam małe niebieskie pudełeczko. Otworzyłam je a moim oczom ukazał się śliczny srebrny łańcuszek z serduszkiem.

- Jakie to śliczne - powiedziałam - Bartek dziękuje - pocałowałam przyjmującego w policzek.
- Cieszę się, że Ci się podoba księżniczko.
- Bartek?
- Tak?
- Bardzo Cię kocham - oznajmiłam całując Kurka.
- Ja Ciebie bardziej a teraz idę zrobić jakieś śniadanie - powiedział z uśmiechem.
Po tym jak Bartek wyszedł z sypialni ubrałam się (na szczęście wzięłam ze sobą ciuchy na zmianę) i dołączyłam do niego.

 Zjedliśmy razem śniadanie a potem siatkarz odwiózł mnie do domu.
- Do zobaczenia na popołudniowym treningu Bartuś - powiedziałam żegnając się z nim gdy wysiadałam z auta.
- Do zobaczenia.

Bartek
Po powrocie do domu zająłem się przyrządzeniem czegoś na obiad. W między czasie zadzwoniła moja mama. Rozmawialiśmy o tym co u mnie słychać i o tym jak mi się układa z Majką. Kiedy ponad miesiąc temu powiedziałem rodzinie, że znów jesteśmy razem wszyscy bardzo się ucieszyli a ojciec stwierdził, że na lepszą synową nie mógł trafić. Nie przeszkadzało im również to, że Majka ma syna. Stwierdzili, że skora ja go pokochałem to im pozostaje tylko zaakceptować moją decyzję. Rozmawialiśmy przez kilkanaście minut. Zaraz po skończonej rozmowie wsiadłem do samochodu i pojechałem do klubu na trening. Przywitałem się ze wszystkimi a następnie poszedłem do szatni się przebrać. Cały trening trwał 2 godziny. Zaraz po nim wróciłem do domu i wziąłem się za czytanie książki. Około godziny 22 poszedłem wziąć prysznic a następnie oddałem się krainie słów.

Maja
Mijały dni, miesiące aż przyszedł koniec kwietnia. Przez dwa miesiące wydarzyło się wiele nie tylko w moim życiu prywatnym ale także w Lube. Macerata wygrała Ligę Mistrzów i zdobyła mistrzostwo Włoch. Dziś czyli 27 kwietnia są 4 urodziny Oskara. Z tej okazji do Maceraty przylecieli moi rodzice. Razem z Bartkiem i ciocią zaplanowaliśmy małe przyjęcie urodzinowe w naszym ogrodzie. Około 14 wszyscy zasiedliśmy do stołu aby zjeść obiad a następnie pokroić tort i zaśpiewać "100 lat". Po oficjalnej części Oskar poszedł razem z moim tatą i Mały obejrzeć wszystkie prezenty a ja z mamą i ciocią poszłyśmy do kuchni pozmywać.
- Majuś wiesz, że ja chcę dla Ciebie i Małego jak najlepiej i uważam, że powinnaś powiedzieć Bartkowi prawdę - oznajmiła moja rodzicielka.
- Z całą racją popieram - wtrąciła Jola.
- Ale co ja mam teraz zrobić? Iść i powiedzieć " Bartek posłuchaj to ty jesteś prawdziwym ojcem Oskara"?
- Tak byłoby najlepiej, i tak będziesz musiała kiedyś powiedzieć mu prawdę a im wcześniej to zrobisz tym lepiej - powiedziała mama i przytuliła mnie do siebie.
- Boję się, że on tego nie zrozumie i odejdzie a ja nie wytrzymam jeśli drugi raz go stracę - powiedziałam a po moich policzkach zaczął lecieć strumień łez.

Bartek
Siedziałem z tatą Majki na tarasie kiedy przybiegł Oskar.
- Bartek wiesz co słyszałem przed chwilą jak poszedłem do mamy?
- No mów maluchu - odpowiedziałem biorąc chłopca na kolana.
- Mama powiedziała babci, że ty jesteś moim prawdziwym tatą - oznajmiła a mnie nad zwyczajniej zatkało. 
- Oskar chodź pogramy w piłkę - zaproponował dziecku jego dziadek. 
Po chwili na taras przyszła Maja.
- To prawda! Tylko powiedz prawdę. Jestem ojcem Oskara!? - zapytałem wprost a Maja zaczęła płakać.
- Bartek ja...
- To prawda?! - przerwałem jej.
- Tak - odpowiedziała spuszczając głowę w dół.
- Jak mogłaś przez 4 lata okłamywać mnie, że mam dziecko? 
- Bartek posłuchaj ja chciałam Ci powiedzieć ale...
- Co ale, lepiej było mnie oszukiwać tak?! - krzyczałem.

Witajcie! No dobra i mamy bombę. Bartek jest ojcem Oskara. Mogę powiedzieć tylko, że powód wyjazdu Mai przed czterema laty wyjaśni się już w kolejnym. Także do usłyszenia w sobotę :)
Pozdrawiam Klara :*

środa, 26 lutego 2014

Trzynaście

Maja
Odwiozłam siatkarza do jego apartamentu a następnie wróciłam do domu. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki. Powiadomiłam ciocię, że jadę z Oskarem do Bartka i, że wrócimy późno. Wsiedliśmy do auta a 15 minut później byliśmy pod drzwiami mojego chłopaka. Zadzwoniliśmy dzwonkiem a po chwili drzwi otworzył nam siatkarz.
- Cześć Bartek - przywitał się Oskar wskakując na jego ręce.
- Hej maluchu - przybił żółwika z dzieckiem a mnie obdarzył pocałunkiem. Weszliśmy do salonu. Bartek wyszedł na chwilę do kuchni by po chwili wrócić do nas z sokiem jabłkowym i ciastkami. Nim zdążyliśmy się obejrzeć Oskar zagonił nas do wspólnej gry w "Twistera". Śmiechu było przy tym co niemiara ponieważ mój syn wymyślił, że to on będzie kręcił a ja z Bartkiem będziemy się gimnastykować na planszy. Za każdym razem to ja przegrywałam no bo jakie miałam szanse przy takim wielkoludzie jak Kurek. Kiedy skończyliśmy zabawę poszliśmy we trójkę przygotować coś do jedzenia. Zajęliśmy się robieniem pizzy. Nie obeszło się oczywiście obsypywaniem mąką przez co cała kurkowa kuchnia wyglądała jakby przeszedł przez nią co najmniej huragan. Po zjedzeniu ja z przyjmującym zajęliśmy się sprzątaniem a Mały poszedł do sypialni Bartka oglądać bajkę. Zmiatałam podłogę kiedy poczułam ręce siatkarza oplatające mnie w talii.
- Bartek co ty robisz? Daj mi posprzątać - prosiłam ale siatkarz obrócił mnie przodem do siebie i pocałował w usta - Ty zawsze stawiasz na swoim? - zapytałam kiedy już mnie puścił.
- Zawsze - uśmiechnął się do mnie szeroko - dobra a teraz chodź do Oskara - powiedział i pociągnął  w stronę pokoju gdzie był Mały. 
Kiedy weszliśmy do sypialni okazało się, że mój syn zasnął. Przykryłam go kocem a Bartek wyłączył telewizor po czym wróciliśmy do salonu. Usiedliśmy na kanapie wtulając się w siebie. Jak dla mnie mogliśmy siedzieć tak godzinami. 
- Maja mogę Cię o coś zapytać?
- Jasne, że tak - odpowiedziałam.
- Ja nie chcę żebyś ty mnie źle odebrała ale ja chcę wiedzieć na czym stoję, co z ojcem Oskara - zapytał a mnie zatkało, kompletnie nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Bartek ja nie chcę o tym mówić. Jeszcze nie teraz, obiecuję, że kiedyś Ci wszystko wyjaśnię jak będę na to gotowa - powiedziałam patrząc chłopakowi w oczy.
- Nie będę nalegał powiesz mi jak będziesz gotowa - oznajmił całując mnie w czoło.
Przez następne dwie godziny siedzieliśmy rozmawiając o wszystkim i o niczym. Jednak żadnemu z nas to nie przeszkadzało cieszyliśmy się swoją obecnością. Kiedy wybiła 22 postanowiłam się zbierać.
- Możecie przecież zostać tutaj miejsca jest wystarczająco a przynajmniej nie będziesz musiała budzić Małego - zaproponował Kurek.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale - oznajmił.
- No dobrze ale pozwól, że zadzwonię do cioci żeby się nie martwiła o nas.
Zadzwoniłam do cioci powiadomić, że nie wrócimy na noc do domu. Po skończony połączeniu odłożyłam telefon i poszłam pod prysznic. Kiedy wyszłam Bartek był w sypialni gdzie przygotował nam łóżko do snu.
- To może ja położę się na kanapie a wy prześpicie się tutaj - zaproponował.
- Oszalałeś ty masz być wypoczęty przecież zmieścimy się wszyscy.
- W takim razie idę wziąć kąpiel i zaraz jestem.
Położyłam się koło Oskara a chwilę potem dołączył do nas Bartek. Sama nie wiem kiedy zasnęłam.

Bartek
Obudziło mnie dziwne poczucie, że ktoś siedzi na moim brzuchu. Otworzyłem zaspane oczy i zobaczyłem śpiącą obok Majkę a na mnie siedział nie kto inny jak Oskar. 
- Hej maluchu - powiedziałem a w tym samym momencie obudziła się blondynka.
- Oskar dziecko drogie co ty najlepszego wyprawiasz - mówiła widząc, że chłopiec siedzi na moim brzuchu.
- Oj przestań my się tylko bawimy - uśmiechnąłem się.
- Nie możesz mu tak na wszystko pozwalać - stwierdziła szepcząc mi na ucho.
- Oj tam, oj tam. To co Mały idziemy robić śniadanie a mama niech jeszcze chwilę pośpi.
- Tak! A usmażymy naleśniki - zapytał mnie.
- Jasne, że usmażymy to daj mamie buziaka i idziemy - powiedziałem a Oskar już całował Majkę w policzek.
- Bartek nie zapomniałeś o czymś? - zapytała kiedy miałem wychodzić z sypialni.
- A no faktycznie coś mi się przypomniało - powiedziałem i wróciłem do Mai całując ją w usta.
- Bartek chodź już!!! - usłyszeliśmy z kuchni wołanie chłopca.
- Niestety muszę iść. Za 15 minut wiedzę Cię przy stole w kuchni - zagroziłem całując ją w policzek.

Maja
Kiedy panowie opuścili kurkową sypialnię postanowiłam się trochę ogarnąć. 

Ubrałam się, uczesałam włosy zrobiłam lekki makijaż i dołączyłam do Bartka i Oskara. Po wspólnie zjedzonym śniadaniu wybraliśmy się na krótki spacer aby następnie wrócić do Kurkowego mieszkania.
- Maja bo ja mam coś dla was - powiedział kiedy siedzieliśmy wszyscy na kanapie.
- A z jakiej to okazji? 
- Bez okazji - oznajmił i wyciągnął z za siebie dwie prezentowe torebki. Jedną wręczył mi a drugą Małemu.
Chłopiec wyciągnął z niej małą koszulkę Maceraty z numerem 16 i nazwiskiem Kurek. Uśmiechnęłam się i zajrzałam do swojej torebki, z której wyciągnęłam taką samą koszulkę tylko, że w moim rozmiarze.
- Jesteś niemożliwy.
- Jesteście dla mnie najważniejsi i nie zamierzam tego dłużej ukrywać - stwierdził i przytulił mnie i Oskara. 
- Mamo kiedy zabierzesz mnie na mecz - zapytał Mały a my wybuchliśmy śmiechem.
- No jeżeli chcesz to może być jutro - odpowiedziałam na co mój syn zaczął skakać z radości. 
Około godziny 12 wróciłam z synem do domu cioci. Na popołudniowym treningu nie musiałam być dlatego też wybrałam się na małe zakupy. Następne dni i tygodnie minęły bardzo szybko. Dni mijały według schematów praca, dom, spotkania z Kurkiem, mecze, wyjazdy i tak dalej. Macerata świetnie radziła sobie we włoskiej lidze oraz w lidze mistrzów. Między mną a Bartkiem układało się wręcz świetnie. Coraz więcej czasu spędzaliśmy we trójkę z czego najbardziej zadowolony był Oskar. Nim się obejrzałam nastał 14 luty czyli Walentynki. Bartek zaprosił mnie na kolację dlatego też już o godzinie 18 zaczęłam się szykować. Ubrałam się w sukienkę, podkręciłam włosy i zrobiłam makijaż.

 Kiedy wychodziłam z domu ciocia zaczęła się śmiać, że mam nie wracać na noc do domu i żebym się nie martwiła bo ona zajmie się Oskarem. Wsiadłam do auta przyjmującego, który czekał na mnie pod domem witając się z nim buziakiem.
- To gdzie jedziemy? - zapytałam.
- Do mnie - uśmiechnął się i ruszył.
Po kilkunastu minutach byliśmy już pod drzwiami mieszkania przyjmującego. Bartek zawiązał mi oczy chustką a następnie wprowadził do środka. Po chwili odwiązał mi oczy a przede mną ukazał się widoki niczym z wielkiej filmowej produkcji Hollywood. Całe mieszkanie było przystrojone świecami i czerwonymi różami.

Oddaję w Wasze ręce kolejny już trzynasty rozdział :) Liczę, że po przeczytaniu wyrazicie się na jego temat w komentarzach. 
Na kolejny zapraszam już w sobotę :D
Pozdrawiam, Klara !!!

sobota, 22 lutego 2014

Dwanaście

Maja
- Mama!!! - krzyknął Oskar i zaczął biec w moją stronę.
- Cześć skarbie - wzięłam go na ręce i pocałowałam w policzek - cześć ciociu - przywitałam się kiedy podeszła do nas.
- Dzień dobry - przywitała się ze mną i Bartkiem.
- Dzień dobry - odpowiedział chłopak.
- Bartek a przyjdziesz do nas zobaczyć moje nowe zabawki? - zapytał mój syn Kurka.
- Jasne, że przyjdę - odpowiedział i uśmiechnął się do Małego.
- Dobrze to może my już wracajmy do domu - stwierdziła ciocia.
- To ja pani pomogę - oznajmił Bartek i zabrał walizki, które ciocia trzymała w rękach.
Doszliśmy do samochodu Bartka, kiedy ciocia zapytała:
- Maju czemu nie przyjechaliście twoim samochodem?
- Bo wiesz ciociu tak jakoś wyszło, że Bartek był u mnie i.... - urwałam.
- Czy ty chcesz mi coś powiedzieć?
- Ciociu bo my znów jesteśmy razem - powiedziałam szeroko uśmiechając się do niej.
- Jejku dzieci nawet nie wiecie jak się cieszę, życzę wam wszystkiego najlepszego - powiedziała przytulając najpierw mnie a potem mojego chłopaka.
Wsiedliśmy do samochodu a następnie wróciliśmy do domu. Po powrocie wszyscy razem zjedliśmy obiad. Kiedy skończyliśmy Oskar, ja i Bartek poszliśmy do pokoju Małego spędzić trochę czasu we trójkę. Bawiliśmy się cały czas śmiejąc się i wygłupiając. Około 20 Bartek stwierdził, że powinien się już zbierać. Wyszłam z siatkarzem przed dom aby się pożegnać.
- Chyba dobrze przyjęli to, że jesteśmy razem - powiedział przyjmujący całując mnie w głowę.
- Chyba tak, nawet nie myślałam, że Oskar tak dobrze to przyjmie.
- Jejciu i jak ja wytrzymam bez Ciebie całą noc - zamyślił się.
- Jak to jak? - zapytałam ponieważ nie do końca zrozumiałam o co mu chodziło.
- To będzie nasza pierwsza noc spędzona oddzielnie od kiedy jesteśmy razem - uśmiechnął się.
- Patrz faktycznie - zaśmiałam się - wytrzymasz, nie masz wyjścia.
- Spróbuję, a teraz zmykaj do domu bo mi się przeziębisz - stwierdził i złączył nasze usta w pocałunku.
- Pa, Bartuś.
- Do jutra skarbie, ucałuj Małego ode mnie - powiedział wsiadając do auta.
Kiedy Kurek odjechał wróciłam do domu. Porozmawiałam z ciocią a potem poszłam przygotować syna do snu. Po tym jak zasnął sama wzięłam kąpiel i położyłam się do łóżka. Leżałam myśląc o tym co wydarzyło się w ostatnich dniach, kiedy dostałam sms. Wzięłam telefon do ręki i odczytałam wiadomość, która jak się okazało była od Bartka.
"Strasznie tęsknię" napisał a ja mimowolnie uśmiechnęłam się. Odpisałam "Ja też. Bardzo Cię kocham" po chwili dostałam kolejną wiadomość " Ale ja Ciebie bardziej, śpij dobrze". Odłożyłam komórkę na szafkę nocną i odpłynęłam do krainy snów. 
3 stycznia 2014r.
Obudziłam się chwilę po godzinie ósmej. Ubrałam się, a następnie poszłam do kuchni, w której była już ciocia. 

Przygotowałyśmy razem śniadanie a następnie poszłam po syna. Po zjedzonym śniadaniu pojechałam na trening a ciocia została z Oskarem w domu. Weszłam na halę na której rozgrzewali się już siatkarze. Przywitałam się ze wszystkimi a na koniec podeszłam do Kurka.
- Cześć - powiedziałam dając mu buziaka.
- Hej, nawet nie wiesz jak tęskniłem - uśmiechnął się.
Porozmawialiśmy chwilę ponieważ zaczął się trening. Robiłam zdjęcia ale co chwilę czułam na sobie spojrzenie Bartka ale i nie tylko jego... Po skończonym treningu czekałam aż mój chłopak wyjdzie z szatni. Usiadłam na krześle w korytarzu przeglądając zdjęcia kiedy poczułam, że ktoś nade mną stoi. Podniosłam głowę i zobaczyłam Baranowicza.
- To dlatego nie chciałaś dać nam szansy? - wypalił.
- Jakiej szansy o czym ty w ogóle mówisz, dla mnie zawsze byłeś tylko i wyłącznie znajomym, zrozum to wreszcie - powiedziałam.
- W czym on jest lepszy ode mnie co? 
- Posłuchaj jesteś naprawdę fajnym facetem i na pewno znajdziesz jeszcze kogoś kto będzie dla ciebie kimś ważnym a mi daj spokój. Kocham Bartka i to się nie zmieni - stwierdziłam i wyszłam na zewnątrz kierując się na parking. 

Bartek
Wyszedłem z szatni szukając wzrokiem Majkę. Nigdzie jej nie było. Na korytarzu spotkałem tylko Michaela.
- Pewnie szukasz Majki? - zapytał.
- A co Cię to obchodzi - rzuciłem.
- Wyszła na zewnątrz bo nie miała ochoty ze mną rozmawiać.
- Radzę dać Ci jej spokój bo nie ręczę za siebie.
- Wiesz co mi przed chwilą powiedziała - zaczął - że kocha tylko Ciebie i to się nie zmieni - oznajmił.
- Sam widzisz, że ona już wybrała.
- Widzę i zrozumiałem, że ona nigdy nie będzie moja i dlatego życzę wam szczęścia, nie skrzywdź jej bo to cudowna kobieta - powiedział odchodząc w stronę wyjścia.
- Michael! - krzyknąłem za nim - dzięki - powiedziałem i podałem mu dłoń. 
Wyszedłem na zewnątrz gdzie czekała na mnie Maja. Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem.
- Udusisz mnie - powiedziała śmiejąc się.
- Przepraszam.
- Za co to?
- Rozmawiałem z Baranowiczem i powiedział, że powiedziałaś mu, że kochasz tylko mnie i to się nigdy nie zmieni - pocałowałem ją w policzek.
- Powiedziałam bo to prawda i mam nadzieję, że da mi już spokój.
- Tego możesz być już pewna, przed chwilą życzył mi szczęścia z tobą.
- Ty na pewno mówisz o tej samej osobie? - zapytała.
- Powiedział, że zrozumiał, że nigdy nie będziesz jego.
- To całe szczęście a teraz jedźmy już bo zimno jest - stwierdziła. 
Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy w kierunku mojego mieszkania. Kiedy byliśmy w połowie drogi wpadłem na ciekawy pomysł.
- Maja a może pojedziesz po Oskara i przyjedziecie do mnie? - zapytałem.
- Myślisz, że to dobry pomysł?
- Jak dla mnie to świetny i nie przyjmuję odmowy - oznajmiłem uśmiechając się.
- No dobrze niech Ci będzie. 

No i Oskar i ciocia ucieszyli się z tego, że Maja i Bartek są razem :) Jak Wam się podoba ten rozdział?
Zachęcam do komentowania :D
Pozdrawiam i do środy KLARA :*

środa, 19 lutego 2014

Jedenaście

Bartek
Obudziłem się z Mają u mojego boku. Wiedziałem, że teraz jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. Na samą myśli o tym co wydarzyło się ostatniej nocy uśmiech wkradał się na moją twarz. Miałem przy sobie najcudowniejszą kobietę, którą kochałem ponad wszystko. Kochałem nie tylko ją ale także jej synka, wiedziałem, że chcę z nią spędzić resztę życia i chcę być dobrym tatą dla Oskara. W tej chwili zacząłem żałować, tych czterech straconych lat i tego, że Mały nie jest moim dzieckiem. Postanowiłem, że chcę go pokochać tak jak pokochałem jego mamę. Najdelikatniej jak tylko umiałem podniosłem się z łóżka i ruszyłem w kierunku kuchni aby przygotować śniadanie. Kiedy jedzenie było już gotowe poszedłem do sypialni. Postawiłem tacę na nocnej półce a sam położyłem się koło ukochanej. Zawsze lubiłem patrzeć jak Maja śpi.
- Długo nie śpisz? - usłyszałem pytanie.
- Wystarczająco żeby móc stwierdzić, że mam najpiękniejszą dziewczynę - odpowiedziałem całując blondynkę.
- A co teraz będzie, przecież jest jeszcze Oskar.
- Jak to co? Kochamy się, Oskar mnie lubi a ja chcę być dla niego tatą.
- To, że Cię lubi to chyba mało powiedziane on nie widzi nikogo poza tobą - zaśmiała się.
- No wiem, wiem - zaśmiałem się - Dobra teraz śniadanie - stwierdziłem kładąc na łóżku tacę z grzankami z nutellą i sokiem pomarańczowym.
- O wiedzę, że się postarałeś. Dziękuję Bartek.
- Za co?
- Za to, że jesteś - powiedziała całując mnie w policzek.
Resztę dnia spędzamy na wspólnych wygłupach i cieszeniu się tym, że znów jesteśmy parą.

Maja
Siedzimy z Bartkiem rozmawiając kiedy słyszę dźwięk oznaczający połączenie mojej komórki. 
- Cześć ciociu - witam się.
- Hej Majuś.
- Kiedy wracacie? - pytam.
- Jutro popołudniu, powinniśmy być około 17.
- W takim razie ja Was odbiorę z lotniska.
- Dobrze także do jutra.
- Do jutra ciociu i ucałuj Oskarka ode mnie - mówię kończąc rozmowę.
Zerkam na zegarek, na którym widnieje godzina 19. No ładnie przez cały dzień siedziałam u Bartka.
- Bartuś ja już będę się zbierać - mówię.
- Co! Ja Cię nigdzie dziś już nie puszczę przecież ciocia i Mały wracają jutro to możesz zostać u mnie - stwierdza sadzając mnie z powrotem koło siebie na kanapie.
- Ale jutro rano jest trening a po za tym nie mam ze sobą ubrań.
- Jeśli bardzo chcesz to możemy pojechać do Ciebie po ciuchy a potem wrócimy do mnie i rano pojedziemy razem na trening.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale, to jak jedziemy po ubrania czy wolisz zostać w tych?
- No to może jednak jedźmy.
20 minut później jesteśmy już u mnie w domu. Przebieram się, pakuję wszystkie poterzbne mi rzeczy i z powrotem wracam z siatkarzem do jego apartamentu. Zasypiam w jego ramionach czując się wreszcie w pełni szczęśliwa. Następnego dnia rano kiedy się obudziłam Bartek jeszcze spał. Wzięłam prysznic a następnie ubrałam się i zrobiłam lekki makijaż.

 Właśnie robiłam dla nas śniadanie kiedy poczułam ręce oplatające mnie w talii. Obróciłam się i pocałowałam Bartka na powitanie.
- Tak to możesz mnie witać każdego dnia - uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Chciałbyś - zaśmiałam się.
- No jasne, że bym chciał - powiedział skradając mi buziaka.
- Dobra, dobra ty lepiej idź się ubierz bo zaraz będzie śniadanie a potem jedziemy na trening.
- No już, już - marudził.
Po śniadaniu oboje pojechaliśmy na halę Lube gdzie odbył się trening. Robiłam zdjęcia a kiedy panowie skończyli usiadłam na korytarzu czekając na Bartka. Z szatni pierwszy wyszedł Michael.
- Nie masz jak wrócić? - zaczął - może Cię podwiozę.
- Nie dzięki ale nie skorzystam.
- Może jednak - nalegał.
W tym momencie z szatni wyszedł Kurek, który podszedł do nas i namiętnie mnie pocałował.
- To jak kochanie jedziemy? - zapytał obejmując mnie ramieniem.
- Tak, chodźmy - odpowiedziałam i ruszyłam z chłopakiem do wyjścia.

Bartek
Wyszliśmy z hali kierując się do mojego samochodu. Po chwili Maja powiedziała:
- Bartek czemu się tak zachowałeś?
- A jak miałem się zachować? - powiedziałem lekko zdenerwowany - przecież on podrywa moją dziewczynę.
- Oj ty zazdrośniku przecież wiesz, że kocham tylko Ciebie - oznajmiła składając pocałunek na moich ustach.
- To jak teraz jedziemy do mnie a potem po ciocię i Oskara? - zapytałem.
- Myślisz, że to dobry pomysł żebyś pojechał po nich ze mną na lotnisko?
- Maja przecież i tak będą musieli się dowiedzieć, że jesteśmy razem, a im prędzej tym lepiej, przynajmniej nie będziemy musieli się ukrywać - stwierdziłem całując ją w głowę.
- Może masz rację. Ale nie jedziemy do Ciebie tylko do mnie bo muszę jeszcze ogarnąć dom i coś ugotować - oznajmiła Majka.
- W takim razie zapraszam Panią do auta - uśmiechnąłem się otwierając przed nią drzwi.
Po 15 minutach byliśmy w domu Mai. Ona zajęła się sprzątaniem a ja postanowiłem coś ugotować tym razem padło na kurczaka w ziołach. Po tym jak każde z nas skończyło swoje zajęcie usiedliśmy oboje na kanapie w salonie. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym ale żadnemu z nas to nie przeszkadzało, cieszyliśmy się swoją obecnością. 
- Bartek i co będzie dalej? - zapytała mnie dziewczyna.
- Jak to co przecież kochamy się i jesteśmy ze sobą szczęśliwi - odpowiedziałem całują ją w policzek.
- Nie zapominaj, że ja mam syna.
- Wiesz, że z Oskarem dogadujemy się bardzo dobrze.
- Wiem ale...
- Maja nie ma żadnego ale, kocham Ciebie i Oskara, chcę abyśmy byli prawdziwą rodziną. 
Maja nic nie odpowiedział tylko jeszcze bardziej wtuliła się we mnie. Leżeliśmy tak do około 16 a potem pojechaliśmy na lotnisko.

Można by rzec wreszcie no cóż podoba Wam się, taki obrót spraw? Dziękuję za wszystkie komentarze i zachęcam do dalszego komentowania :D
Na kolejny zapraszam w sobotę!
Pozdrawiam Klara :*